Gala DSF Kickboxing Challenge
Fundacja Mistrzom Sportu
Creative Green

GŁÓWNI PARTNERZY
Quanta cars
Fight Time
Gorący potok
Masters
DuoLife

PARTNERZY

"Mistrzowie Polskiego Związku Kickboxingu" - Przemysław Ziemnicki, Mistrz Świata i Europy Light Contact

06.03.2019
"Mistrzowie Polskiego Związku Kickboxingu" - Przemysław Ziemnicki, Mistrz Świata i Europy Light Contact
"Mistrzowie Polskiego Związku Kickboxingu" - Przemysław Ziemnicki, Mistrz Świata i Europy Light Contact

Redakcja: Lata 2006-2007 to najlepszy czas w pana karierze? W macedońskim Skopje został pan mistrzem Europy, a rok później mistrzem świata w serbskim Belgradzie.

Przemysław Ziemnicki: Tak, zgadza się, to były moje najlepsze lata w kickboxingu, chociaż dodałbym jeszcze 2008 rok, kiedy do tytułów mistrza świata i Europy dołożyłem srebro mistrzostw kontynentu w Portugalii w light contact w wadze -69kg. Do finału wyszedłem ze skręconą nogą, dlatego walczyłem na 50 procent możliwości, tak naprawdę nie byłem w stanie rywalizować, ale nie chciałem odpuszczać. Mając 28-30 lat wiedziałem, że jestem najlepszy i nikt nie może mi zagrozić w Europie i na świecie. Jedynie kontuzje. Byłem świetnie przygotowany, niesamowicie mocny, konsekwentnie dążyłem do celu i wygrywałem. To także w tamtym okresie zwyciężyłem w 4 Pucharach Świata Light Contact. Jeśli chodzi o rywali, często się zmieniali np. Rosjanie, którzy mają bardzo mocną i szeroką czołówkę i co roku mogą przysyłać nowych zawodników. Kilka miesięcy temu byłem jako kierownik reprezentacji i trener na ME Seniorów w Bratysławie, gdzie spotkałem wielu dawnych zawodników, teraz w roli szkoleniowców, działaczy czy też sędziów.

Zaczynał pan treningi kickboxingu na początku drugiej połowy lat 90 od wersji Semi contact i Light Contact pod okiem wielokrotnego mistrza świata i Europy Piotra Siegoczyńskiego. Potem zmienił pan formuły na twarde.

Piotr Siegoczyński był świetnym zawodnikiem i dzięki niemu zostałem jednym z najlepszych kickboxerów globu w Light Contact. Byłem jego pierwszym mistrzem świata z klubu KS Piaseczno. Potem nie był zbyt zadowolony, kiedy poinformowałem, że chciałbym walczyć w Full Contact. Do tego doszły także K-1 Rules i Low Kick oraz boks. Chyba dziś skłaniałbym się do K-1 i boksu, jako dyscyplin, które mi najbardziej odpowiadały w trakcie sportowej kariery, zwłaszcza jej drugiej części. Dlaczego? Zasady są czyste, wygrywasz to jesteś zwycięzcą. Nie podoba mi się to co się dzieje obecnie w Light Contact, za dużo jest na macie kombinowania, udawania, wymuszania ostrzeżeń itd. Kiedyś sędziowie na znacznie więcej pozwalali w tej formule. Pamiętam walkę w Light Contact mojego przyjaciela Rafała Petertila, w której pięć razy był na deskach, ale wstawał i walczył dalej. Przypłacił ten pojedynek zdrowiem, miał wstrząs mózgu, trafił do szpitala. Dziś takie walki byłyby możliwe w Full Contact, ale nie w Light Contact. A wracając do Piotra Siegoczyńskiego, realizuje się obecnie jak prezes Polskiego Związku Kickboxingu, trzymam za niego kciuki. Widać, że nasz sport jest coraz mocniejszy pod względem medialnym, a to także zasługa Sławomira Duby i organizacji DSF Kickboxing Challenge.

Ponad pół tysiąca stoczonych walk i przeszło 20 tytułów Mistrza Polski Seniorów to niesamowity wynik. Czy kibice jeszcze zobaczą w ringu Przemysława Ziemnickiego?

Dokładnie miałem 521 walk. W 2016 roku po Mistrzostwach Polski K-1 Rules we Wrocławiu oficjalnie zakończyłem karierę, bowiem miałem już 38 lat, do tego szykowałem się do kolejnej operacji biodra. Pamiętałem jak ciężką i żmudną pracę trzeba było wykonać po pierwszym zabiegu i jak dużo zajęło to czasu. Pół roku trwało dochodzenie do siebie, potem kolejne miesiące powrót do formy. Dlatego nie sądziłem, że jeszcze wrócę na ring, chociaż następuje taka tęsknota za kickboxingiem, czyli sportem, który po prostu się kocha.
Tymczasem po drugiej operacji dość szybko udało mi się wrócić do pełnej sprawności, dostałem jeszcze propozycję walkę na DSF Kickboxing Challenge i walczyłem rok temu. Niestety kłopotów ze zdrowiem jest ciąg dalszy, próbowałem komórek macierzystych, ale uważam to za oszustwo i wyłudzanie pieniędzy, mnie ta forma leczenie nie pomaga. Sportowo w kickboxingu dałbym jeszcze radę, potrzebowałbym 3-4 miesięcy na przygotowania, ale żona nie pozwala mi walczyć, a i ja mam nowe priorytety. We wrześniu ożeniłem się, a za kilka miesięcy zostanę ojcem bliźniaków. Nie znamy jeszcze płci. Kiedy zobaczyłem zdjęcie usg, a na nim dwa bijące serduszka, byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

Co do Mistrzostw Polski, w juniorach miałem jeden brązowy medal, bowiem późno zacząłem treningi, a potem 23 razy stawałem na najwyższym stopniu podium. W full contact byłem 5 razy złotym medalistą MP, zaś w finale PŚ walczyłem 4-krotnie, lecz za każdym razem przegrywałem.

Polski Związek Kickboxingu odznaczył pana złotym medalem za zasługi, a dopełnieniem sukcesów było Zawodowe Mistrzostwo Europy.

Miłym zaskoczeniem była 10-rundowa walka we francuskiej Marsylii z miejscowym zawodnikiem Sebastienem Pace o pas federacji WKN w full contact. Wygrałem na punkty, a Francuz pod koniec był tak wyczerpany, że po 9 rundzie zaczął zdejmować rękawice. Źle policzył rundy, sądził, że już koniec. A ja miałem jeszcze siły i całą ostatnią rundę go obijałem. Pas WKN mam do tej pory, wspaniała pamiątka. Tamten pojedynek odbił się dość głośnym echem w polskich mediach, udzielałem wywiadów telewizji, portalom ogólnokrajowym. Warto wspomnieć też o 12-rundowej walce o tytuł WKA w Baden Baden z Niemcem rosyjskiego pochodzenia Semenem Poskotinem. To była sieczka, ponieważ już w 2 rundzie niższy ode mnie rywal uderzył z głowy i rozciął łuk brwiowy. Przez kilka następnych rund prawie w ogóle nie wiedziałem na lewe oko. W 12 rundzie już nie zadawałem ciosów, byłem strasznie zmęczony, jednak niespodziewałem się, że walka zostanie przerwana. Do końca było 20, może 30 sekund. Nie było powodu, wytrwałbym do ogłoszenia werdyktu. Mocno zdziwiony był też trener Zbigniew Raubo, ale nic nie mogliśmy zrobić.

Bardzo dobre wyniki osiągnął pan także w boksie. Niespełnionym marzeniem pozostał wyjazd na Igrzyska Olimpijskie?

Chciałem wystąpić w olimpijskim turnieju bokserskim, ale w boksie różni działacze plus stronniczy sędziowie skutecznie mnie blokowali. Nie miałem siły przebicia i nie dostałem się do kadry narodowej, choć dopiero po jakimś czasie uzmysłowiłem sobie jak mnie oszukiwano w różnych sytuacjach. Dodam jeszcze, że w boksie walczyłem w barwach bardzo mocnego klubu PKB Poznań, ponieważ tamci trenerzy dostrzegli mój talent, w przeciwieństwie do PZB. Podczas jednego z turniejów Grand Prix, już grubo po północy, walczyłem z Tomaszem Jabłońskim, późniejszym olimpijczykiem z Rio de Janeiro i wicemistrze Europy w boksie amatorskim. Jabłoński krwawił z nosa, walka była 2-krotnie przerywana, aby lekarz mógł go zbadać, a i ten sędziowie wiedzieli swoje. Rywalizowałem też z Igorem Jakubowskim, który miał takie same sukcesy jak Jabłoński, obecnym zawodowym mistrzem Europy Kamilem Szeremetą, a w 2009 roku w Pniewach zdobyłem brązowy medal MP, stojąc na najniższym stopniu podium z dzisiaj bardzo mocnym zawodowcem Maćkiem Sulęckim. Sparowałem z takimi zawodnikami jak Grzegorz Proksa, Damian Jonak, Rafał Jackiewicz.

Gdyby nie startował pan w kickboxingu, zapewne fani sportów walki oglądaliby pana w boksie?

Świętej pamięci słynny trener Andrzej Gmitruk mówił, że gdybym był młodszy to by we mnie zainteresował, bo widzi potencjał. Niestety miałem wtedy 32-33 lata, aby wypromować zawodnika potrzeba kolejnych dwóch-trzech sezonów. Za mało czasu było, szkoda. W boksie wiele się nauczyłem od Zbigniewa Raubo, zresztą do dziś mamy kontakt, a także Zdzisława i Michała Nowaków z Poznania. Na przykład na współczesnych galach Glory nie ma szans zawodnik, który nie jest świetnie wyszkolony boksersko. Pięściarstwo to nieodłączna i bardzo ważna część kickboxingu. Same kopnięcia nie wystarczą. Ze wspomnianym Zbyszkiem Raubo cały czas mam kontakt, mimo że wyjechał na kilka miesięcy z Polski. Był na moim weselu i nawet... tarczowaliśmy ze sobą. Tak mi przywalił, że miałem zasiniaczone oko jeszcze następnego dnia, a trzeba było wykonać sesję fotograficzną. Ale zapowiadał mi wcześniej, że dostanę od niego przy wszystkich gościach. Dusza człowiek, super trener.

Pan również jest trenerem, od 15 lat prowadzi zajęcia kickboxerskie w Legii Warszawa. Czyli zaczął pan bardzo wcześnie pracę jako szkoleniowiec.

Zawsze chciałem być trenerem i mam nadzieję, że uda mi się wychować zawodnika, który będzie osiągał wielkie sukcesy. To musi być osoba z charakterem, pracowita i cierpliwa. Dzisiejsza młodzież chce wszystko mieć szybko, a ja na własnym przykładzie wiem jaką długą i ciężką drogę przeszedłem w sporcie. Ale było warto. Do 2008 roku pracowałem w korporacji jako księgowy, a popołudniami i wieczorami sam trenowałem i innych uczyłem kickboxingu. W pewnym momencie powiedziałem "dość". Sekcja się rozrosła i mogłem sobie pozwolić na pracę tylko na sali treningowej. Zapraszam na treningi wszystkich chętnych, i młodszych i starszych, kobiety i mężczyzn. Gwarantuję znakomitą atmosferę i profesjonalne zajęcia. Uczymy w klubie także dyscypliny, szacunku do innych i przestrzegania norm etycznych. Jako trener ciągle się rozwijam, wyciągam wnioski, uczę inaczej niż na początku, najbardziej pod kątem ringowych, mocnych technik, ułożenie ciała, koordynacji, wytrzymałości i siły.



WSPÓŁPRACA:
WAKO
WAKO EUROPE
Ministerstwo Sportu i Turystyki
Antydoping
Prawo Sportowe
Fundacja Mistrzom Sportu
SportAccord
IWGA
Fisu
Polski Komitet Olimpijski
Copyright 2014 - 2019 Polski Związek Kickboxingu
Created by: KREATORMARKI.PL