Gala DSF Kickboxing Challenge
Fundacja Mistrzom Sportu
Creative Green

GŁÓWNI PARTNERZY
Quanta cars
Fight Time
Gorący potok
Masters
DuoLife

PARTNERZY

"Mistrzowie Polskiego Związku Kickboxingu” - Artur Cholewa, srebrny medalista MŚ semi contact z 1999 roku

21.06.2019
"Mistrzowie Polskiego Związku Kickboxingu” - Artur Cholewa, srebrny medalista MŚ semi contact z 1999 roku
"Mistrzowie Polskiego Związku Kickboxingu” - Artur Cholewa, srebrny medalista MŚ semi contact z 1999 roku
Redakcja: W tym roku mija 20 lat od pańskiego największego sukcesu w zawodach pod egidą WAKO, jakim było wicemistrzostwo globu wywalczone we włoskim Caorle w wadze -69kg.

Artur Cholewa: wtedy szczególne znaczenie, bowiem stawką było wejście do wielkiego finału, miała walka z przeciwnikiem z Irlandii. Sędziowie ogłosili remis, dlatego rozstrzygnięcie miało zapaść w dogrywce, ale zanim do niej doszło, wydarzyły niesamowite rzeczy w moim narożniku. Trener reprezentacji Wojciech Górecki zaczął mnie instruować co mam poprawić, jak walczyć w dogrywce gdy tymczasem podbiegli i... odepchnęli go dwaj koledzy z kadry narodowej – Rafał Kałużny i Tomasz Biernacki. Zaczęli wręcz na mnie krzyczeć, że jestem najlepszy, że wygram i tylko mam ich słuchać, nikogo więcej. Używali mocnych słów, to była tzw. mowa motywacyjna, z akcentowaniem mojej bezwzględnej wyższości nad Irlandczykiem. W pewnym momencie nie wiedziałem już kogo słuchać, czy Góreckiego czy Kałużnego i Biernackiego. Ostatecznie pojedynek wygrałem, a szkoleniowiec chyba się nie obraził, ponieważ był ze mną w narożniku w finale.

Co utkwiło w pamięci z walki o tytuł Mistrza Świata z amerykańskim rywalem?

Czułem, że jestem już spełnionym zawodnikiem, najzwyczajniej zadowoliłem się samym awansem do finału, a decydującą walkę przegrałem bardzo wyraźnie. Dopiero po dłuższym czasie, już jako trener, zrozumiałem jak złe było moje podejście. Będąc zawodnikiem człowiek czasem kalkuluje i tak było wówczas w moim przypadku, szczęśliwy byłem po wygranym półfinale i to pewne już srebro mi wystarczyło. Kiedy teraz rozmawiam z młodymi ludźmi, niektórzy z nich popełniają ten sam błąd. Może szkoda, że nikt ze mną nie porozmawiał, nie zmotywował i tak nie wstrząsnął jak to było przed półfinałem. Prawda jest taka, że w latach 90. długo sam trenowałem, opierając się na wskazówkach na „odległość” m.in. Krzysztofa Pajewskiego, i sukces w postaci srebrnego medalu MŚ był dla mnie wystarczającym osiągnięciem. Mentalność była inna, czasu się wróci. Inna sprawa, że wcale nie było pewne, że pojadę do Caorle. Związek miał różne kłopoty, brakowało finansów i było zagrożenie, że paru osób trzeba będzie wycofać. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze.

Rok wcześniej, choć dla innej federacji, również wywalczył pan wicemistrzostwo świata w kickboxingu.

Moja kariera w reprezentacji była krótka, ale intensywna i bardzo udana. We wspomnianym 1998 roku pojechałem na MŚ do Kanady. Turniej zorganizowano w dobrej klasy hotelu, gdzie spaliśmy, mieliśmy spa, a walczyliśmy na ogromnej sali konferencyjnej. Naprawdę czułem się wyjątkowo.
Potem było wspomniane włoskie Caorle. Srebro w semi contact zdobył też Rafał Kałużny w wadze -57kg. Dołożył jeszcze srebro w light contact. Komu przyznawano większe szanse na finałowy sukces w semi, czyli dzisiejszym pointfihgitngu?
Zdecydowanie Rafałowi, który był już utytułowanym zawodnikiem i świetnie radził sobie w obu tych formułach. W Caorle nie walczyłem w light contact, chociaż mogłem rywalizować w tej wersji w Mistrzostwach Europy. To było na zgrupowaniu w czasie którego miałem niemal natychmiast podjąć decyzję. Nie miałem jak skontaktować się z trenerem Pajewskim ze Szczecinka i z nim omówić propozycję, dlatego odparłem, że najlepiej czuję się w semi contact i nie skorzystam. Light contact miałem w taekwon-do, które również trenowałem z sukcesami, dlatego mi to wystarczyło.

Osiem lat trenował pan taekwon-do i zdobył trzy tytuły Mistrza Polski. Potem pojawił się kickboxing.

Jak wspomniałem z imprez WAKO pojechałem tylko na MŚ do Włoch, a z innych federacji byłem w Kanadzie, USA i Niemczech. Rywalizowałem wówczas o wyjazdy z innym znakomitym zawodnikiem Przemkiem Ziemnickim Ten sportowy konflikt został dawno zapomniany i dziś bardzo dobrze współpracuje mi się z Polskim Związkiem Kickboxingu i prezesem Piotrem Siegoczyńskim, nie mam też nic do Przemka, z którym także mam dobry kontakt. Żadnego żalu nie czuję, nie żyję przeszłością. W pewnym momencie poczułem się spełniony jako zawodnik i zająłem się trenerką.

Przypomnijmy jeszcze jaką drogą życiową pokonał pan w sportach walki, kickboxingu i taekwon-do.

Pochodzę z Mirosławca koło Wałcza. Z kolei do technikum leśnego uczęszczałem w Warcinie niedaleko Słupska. To były czasy kiedy na treningi dojeżdżałem pociągiem 70 km do Szczecinka do Krzysztofa Pajewskiego. Było ciężko, wszystko zajmowało sporo czasu, ale nie żałuję, mimo że zdarzyło się przespać swoją stację, zgubić jakieś dokumenty itd. Potem studiowałem w Gorzowie Wielkopolskim i już sam trenowałem, choć cały czas byłem w kontakcie z moim trenerem. Na jakiś czas wróciłem w rodzinne strony, w Wałczu uczyłem w szkole i prowadziłem zajęcia dla młodzieży z kickboxingu i taekwon-do. Do Szczecina trafiłem za sprawą założyciela firmy Alkon Zbigniewa Błońskiego, który potrzebował trenera do swojego klubu.

Był jeszcze Cholew Sport Police z trenerem Arturem Cholewą.

Zgadza się, funkcjonował przez 5-6 lat specjalnie dla bardzo utalentowanego Kacpra Narlocha. Miejscowe władze samorządowe chciały pomagać zawodnikowi, a my pomagaliśmy mu rozwijać się sportowo. Kiedy Kacper poszedł do wojska, wszystko się skończyło.

Od 15 lat jest pan w Szczecinie, a w Alkonie, specjalizującym się w ochronie imprez masowych, pełni funkcję prezesa zarządu jednej ze spółek. Jak wygląda codzienność w klubie i czy częściej można spotkać pana w garniturze, niż na treningi?

Na wszystko mam czas, i pracę biurową i zajęcia na sali treningowej. Poza tym odpowiadam za promocję firmy i kluby, m.in. w portalach społecznościowych. Nauczyłem się kręcić filmiki wideo, robię zdjęcia, przygotowuję plakaty itd. Uczę się języka angielskiego, bo na organizowanych przez nas obozach coraz więcej jest cudzoziemców.

Kiedyś bardzo popularna w Alkonie była grupa pokazowa. Podobno musieliście odmawiać, bo tak dużo było zaproszeń.

Jeździliśmy w kilkanaście osób i czarowaliśmy swymi umiejętnościami podczas różnego rodzaju festynów itp. Chętnie nas zapraszano, bowiem nie braliśmy pieniędzy, ale przecież promowaliśmy naszą firmę ochroniarską, więc też byliśmy zadowoleni. Jednym z punktów programu było strącanie puszki wypełnionej piaskiem ustawionej na głowie jednej z osób z KS Alkon Szczecin: kick boxing, K-1. Wszystko było fajnie do momentu, kiedy puszka przez przypadek nie trafiła ludzi w tłumie, potrzebna była pomoc medyczna. Puszka zadziałała jak pocisk, dlatego zastąpiliśmy ją kolorowymi balonikami. Z czasem było coraz mniej chętnych do jeżdżenia na pokazy, dlatego grupa zakończyła działalność. Opowiem też inną historię, byli pewni ludzie, którzy chcieli założyć grupę zawodową i organizować gale. Pojechaliśmy m.in. z Marcinem Parchetą do Wrocławia, gdzie przez 3 dni nagrywaliśmy specjalny teledysk promocyjny z Vienio & Pele, ale ostatecznie pomysłodawcy projektu nie dogadali się miastem Gorzowem i pomysł upadł.

Wracając do zawodów sportowych, mówił pan o Kacprze Narlochu, ale był też np. Mateusz Niżejewski, a dziś jest m.in. Sebastian Samiła.

Na papierze Mateusz zdobywał medale największych międzynarodowych imprez dla Świnoujścia, ale trenował u mnie, zresztą nawet wynajmował pokój w moim domu. Wielkie sukcesy odnosił także wspomniany Kacper. Teraz bardzo liczę na Sebastiana, aktualnego Wicemistrza Polski full contact w wadze -63,5kg. Zaczął trenować pod moim okiem mając 8 lat, zaczynaliśmy od taekwon-do i wszystkich planszówek w kickboxingu, a w pewnym momencie mógł wybrać formułę walki kickboxerskiej i postawił na full contact. Doświadczenie z planszówek sprawiło, że w kickboxerskim ringu świetnie się odnalazł. Przy okazji warto wspomnieć również takie nazwiska jak Magdalena Grochecka i Adam Kieszkowski.

Proszę jeszcze opowiedzieć o cennej inicjatywie jaką są międzynarodowe turnieje "Polish Fighter KIDS” i "Polish Fighter Cup" dla dzieci, kadetów, juniorów i seniorów wywodzących się z kickboxingu, taekwon-do, muay thai i karate.

Zależy mi na wspólnych kontaktach przedstawicieli różnych dyscyplin, którzy walczą w naszych turniejach w formułach kickboxerskich, na łączeniu ludzi wokół PZKB. Są na przykład kluby taekwon-do będące w strukturach kickboxingu. Bardzo fajnie wyglądają zmagania najmłodszych, to był strzał w dziesiątkę. Walczą na piankowe pianki, z kolei kadeci młodsi w light contact, kadeci starsi w kick light itd. Wszystko organizujemy w jeden dzień, wolę mieć więcej mat, większą liczbę sędziów, ale wszystko przeprowadzić sprawnie i w krótkim czasie.
WSPÓŁPRACA:
WAKO
WAKO EUROPE
Ministerstwo Sportu i Turystyki
Antydoping
Prawo Sportowe
Fundacja Mistrzom Sportu
SportAccord
IWGA
Fisu
Polski Komitet Olimpijski
Copyright 2014 - 2019 Polski Związek Kickboxingu
Created by: KREATORMARKI.PL