Trenerzy i zawodnicy wspominają zmarłego Wojciecha Kiersteina, legendę kickboxingu
Najbliższy współpracownik, przyjaciel Radosław Laskowski i inni szkoleniowcy kadry narodowej oraz zawodniczki i zawodnicy wspominają zmarłego Wojciecha Kiersteina, legendę kickboxingu. Padło mnóstwo ciepłych, wyjątkowych słów i w kontekście sportowym, ale i takim zwykłym, życiowym. Na zawsze w pamięci, Trenerze Wojtku - polskie środowisko kickboxerskie.
Radosław Laskowski (trener kadry Full Contact)
- Informacja o śmierci mojego przyjaciela Wojtka Kiersteina spadła jak grom z nieba. Był w szpitalu po zabiegu kolana, wydawało się, że za chwilę rozpocznie rehabilitację i wróci na salę treningową... Poznaliśmy się pod koniec lat 80., a miało to miejsce na obozie żeglarskim. Wojtek wywodził się z karate, ale połączył nas kickboxing. Razem trenowaliśmy również boks. Szybko się polubiliśmy, mimo że różnica wieku wynosiła 6 lat. Ja mam dziś 55, Wojtek miał 61. Ciężko mi mówić o nim w czasie przeszłym.
- Pracowaliśmy wspólnie w Poznaniu, w Merkurym, Athletiku i Czerwonym Smoku, współtworzyliśmy KKS Sporty Walki. Ponad 10 lat prowadziliśmy kadrę narodową Full Contact. I raptem to wszystko zostało brutalnie przerwane. Wojtek był świetnym człowiekiem, niesamowitym fachowcem, nie wyobrażam sobie naszego kickboxingu bez niego. Będzie nam wszystkim bardzo ciężko.
- Jego drugą pasją była historia, a mówimy o zainteresowaniu na wielką skalę. Godzinami mógł opowiadać o różnych dziejach, np. o drugiej wojnie światowej w Polsce. Fajnie, że swoją wiedzę starał się przekazywać podczas obozów, zgrupowań itd. Miło go było posłuchać w każdym temacie.
- W klubie i reprezentacji współpracowaliśmy na zasadach partnerskich, chociaż Wojtek zwracał się do mnie "szefuniu". Ale ja go traktowałem na równi, nie było, że jeden pierwszy trener, drugi trener - asystent. Trafił nam się znakomity duet, myślę, że Wojtek potwierdziłby moje słowa. Szanował ludzi i był szanowany w Polsce i poza granicami naszego kraju. Perfekcyjnie mówił po rosyjsku, dobrze znał angielski, więc bardzo dobrze czuł się również w międzynarodowym otoczeniu.
- Dziś oddajmy hołd Wojtkowi Kierstenowi, za to wszystko, co zrobił dla polskiego kickboxingu i za to, jaką był osobą na co dzień. Wszystkie sukcesy były naszą wspólną pracą. Wojtek, dziękuję!
Witold Kostka (trener kadry K-1 Rules)
- Jest mi niesamowicie przykro, Wojtek był super facetem i super trenerem, bardzo dobrym przyjacielem. Jeszcze niedawno widzieliśmy się podczas turnieju międzynarodowego w Kielcach, snuliśmy plany na przyszłość. Rozmawialiśmy o tegorocznych Mistrzostwach Europy, będących kwalifikacjami do przyszłorocznych Igrzysk Europejskich w K-1, Full Contact i Pointfightingu. Mieliśmy nadzieję, że wspólnie w naszym gronie kadrowym pojedziemy na te zawody. Mówił, że od dłuższego czasu doskwiera mu kolano i planował na lato operację. Życzyłem mu zdrówka i mieliśmy wkrótce się spotkać... Ostatnio reprezentacja cały tydzień trenowała u mnie w Mysłowicach, szykując się do Pucharu Świata w Budapeszcie. To tam, na Węgrzech, chcieliśmy znów pogadać. Wielki żal i smutek dla całej naszej rodziny kickboxerskiej, że Wojtka już nie ma.
Leszek Jobs (trener kadry Kick Light)
- Kilka dni temu rozmawiałem z Wojtkiem przez telefon, generalnie kilka razy w miesiącu byliśmy na łączach. Dlatego jeszcze nie dotarło do mnie, że Wojtka już nie ma i nie zobaczymy się na zawodach i nie porozmawiamy przez telefon. Znałem go praktycznie od zawsze, był świetnym fachowcem w naszej dziedzinie i bardzo chętnie dzielił się swoją bogatą wiedzą o kickboxingu i nie tylko.
- Wojtek miał dużą wiedzę i interesował się wieloma zagadnieniami, więc tematów do rozmów nigdy nie brakło, może szybciej czasu brakowało na jeszcze dłuższe spotkania. Był duszą towarzystwa, nikomu nie odmawiał pomocy, nawet w najtrudniejszych sprawach. Nigdy nie zapomnę Wojtkowi jak pomógł mi w szpitalu na Węgrzech, gdzie przydarzyła mi się kontuzja zerwania Achillesa podczas Mistrzostw Świata . To on walczył z lekarzami, żeby operacja wykonana została w Budapeszcie, oczywiście Wojtek dopiął tego, za co będę mu wdzięczny już zawsze.
- Na zawsze pozostanie w mojej pamięci jako wspaniały człowiek, pomocny, dowcipny i jako wielki trener kadry Full Contact, którą prowadzili z Radkiem Laskowskim. Z tego miejsca składam dla całej rodziny Wojtka ogromne kondolencje i wyrazy współczucia. Wojtku, do zobaczenia.
Andrzej Garbaczewski (trener kadry Low Kick)
- Dla mnie Wojtek był dobrym i doświadczonym trenerem, miał pojęcie o boksie i dobrze mi się z nim rozmawiało. Nigdy nie było między nami kontrowersji i zawsze z dużym szacunkiem mogę o nim mówić. Bardzo mi przykro. Kiedy mieliśmy okazję spotykać się na imprezach międzynarodowych, gdzie startowała kadra PZKB, była szansa pogadać, zawsze miło i szacunkiem. Na pewno całe środowisko sportowe jest w szoku, ale nigdy nie wiadomo kiedy może nas to spotkać. Dlatego dbajmy o siebie i obserwujmy czy możemy sobie pomagać nawzajem.
Bartosz Baczyński (trener kadry Pointfighting)
- Wojtka poznałem wiele lat temu, jeszcze jako zawodnik kadry narodowej. Był dla mnie wyjątkową osobą, nie tylko dlatego, że ceniłem go jako specjalistę w dziedzinie kickboxingu, ale przede wszystkim jako kogoś z kim zawsze mogłem porozmawiać na każdy temat. Przez wiele lat jeździliśmy razem na zawody jako trenerzy, omawiając przy tym godzinami tematy życiowe i sportowe. Mimo dzielącej nas różnicy wieku mieliśmy bardzo podobne spojrzenie na świat i myślę, że dlatego dobrze się dogadywaliśmy.
- Zawsze cieszyłem się na spotkanie z nim. Był pogodny i skory do pomocy, a przy tym zawsze mówił co myślał. Jeszcze w zeszłym tygodniu omawialiśmy sprawy i plany związane z Igrzyskami Europejskimi... Jego odejście jest szokiem i wielką stratą nie tylko dla całego środowiska kickboxingu. ale dla mnie osobiście.
Robert Krasoń
- Miałem do czynienia z trzema pokoleniami Kiersteinów, na początku mojej drogi byłem w kadrze z synem trenera Wojtka, Kajtkiem. Formalnie selekcjonerem był wtedy Jakub Cuszlag. Rok później po srebrny medal Mistrzostw Świata sięgałem już z Wojtkiem w narożniku. To trzecie pokolenie to wnuczek Borys, rok temu pojechał z nami na obóz kickboxerski, mała kopia trenera Wojtka. Byliśmy w kontakcie, trener pamiętał i regularnie dzwonił zapytać się "jak tam Krasoń żyjesz?".
- Przez te 10 lat razem w kadrze zbudowaliśmy świetną relację, wykraczającą daleko poza sport. Trudne to chwile, gdyż nikt z nas, zawodników trenera Wojtka, się tego nie spodziewał. To miała być operacja kolana i powrót na salę, tam gdzie było miejsce trenera Wojtka. Mam wrażenie, że tam był sobą, jako inspirator, motywator i strateg sportowy spełniał się doskonale. Tworzyliśmy Team, mimo tego że już nie byłem w kadrze, wiedziałem, że mogę liczyć na tego człowieka. Razem sięgaliśmy po największe sukcesy: Wicemistrzostwo Świata, Mistrzostwo Europy i to legendarne złoto Igrzysk Europejskich. Będzie mi Ciebie cholernie brakować Trenerze. Pękły nam wszystkim serca. Nie wypijemy już kawy w kantorku. Nie będzie już tej naszej słynnej szydery.
Jednego jestem pewien, że teraz razem z moją mamą jesteś w moim narożniku, tam z nieba. Dziękuję za wszystko! Do zobaczenia.
Karolina Juja
- Poznaliśmy się około 12 lat temu. Pamiętam trenowaliśmy jeszcze na Arenie. Zawsze mówił, że jestem koniem pociągowym i mam świetną wydolność, że mam wierzyć w siebie, bo mam coś, czego nie każda kobieta ma w sporcie. Nie boję się iść do przodu i wejść w ofensywę. Był trenerem, który wykazywał się ogromnym profesjonalizmem, zwracał uwagę na najmniejszy szczegół związany z techniką walki. Prywatnie był bardzo wspierający i pomocny. Zawsze dzwonił zapytać co się dzieje i dlaczego nie pojawiam się na sali. Razem z trenerem Radkiem wierzyli we mnie bardziej niż ja sama. Zawsze pokazywali mi, ile tak naprawdę kickboxing wnosi do naszego życia. Uczył pokory, opanowania, pewności siebie, widział wszystko. Nie zawsze słyszałam jego wskazówki w narożniku, ale jestem przekonana, że każda z nich była trafna. Bywałam prawie codziennie przez 12 lat na sali. Zawsze witał mnie uśmiechem na twarzy i przytulasem. Razem z trenerem Radkiem był dla mnie jak Ojciec.
- Ciężko mi uwierzyć w to, że wejdę do sali, a już go nie będzie. Że nie zobaczę jak trener Wojtek prowadzi trenig albo obserwuje nas z krzesełka za barierką w sali i mówi "no dociągnij tą prawą do końca" albo "nie zostawiaj tej nogi z tyłu" albo jak są sparingi krzyczy: "lewy, lewy, prawy". Każde wejście na salę i każdy cios będą już zawsze dla niego. Trenerze, twój głos w narożniku zostanie w mojej głowie już na zawsze. Zostawiłeś w moim sercu wyrwę, której nic nie zastąpi, ale i siłę, której nikt mi nie odbierze. Dziękuję za te 12 lat.
Aleksandra Mądraszewska
- Trenera Wojtka poznałam w 2017 roku podczas moich pierwszych zawodów w Full Contact. Od tamtego momentu był obecny praktycznie przez całą moją drogę w tej formule. Kiedy dzisiaj patrzę na te wszystkie lata, trudno mi oddzielić część mojej sportowej historii od jego obecności. Trener Wojtek był dla mnie przede wszystkim bardzo dobrym człowiekiem. Spokojnym, życzliwym, cierpliwym i niezwykle pomocnym. Miał w sobie coś takiego, że człowiek czuł się przy nim swobodnie. Nie oceniał pochopnie, potrafił wysłuchać i zawsze traktował ludzi z szacunkiem. Nie miało znaczenia, czy rozmawiał z mistrzem świata, młodym zawodnikiem, trenerem czy reprezentantem innego kraju. Dla każdego potrafił znaleźć czas i dobre słowo.
- Jako trener nauczył mnie oczywiście bardzo dużo w sporcie, ale z perspektywy czasu widzę, że dał mi znacznie więcej niż wiedzę sportową. Pokazywał mi, że można wymagać od drugiego człowieka, a jednocześnie być dla niego dobrym. Że można mieć ogromną wiedzę i doświadczenie, a przy tym pozostać skromnym. Że szacunek do ludzi nie powinien zależeć od wyniku walki, medalu czy pozycji.
- Nasza relacja przez lata wyszła daleko poza same treningi i zawody. Dużo rozmawialiśmy, żartowaliśmy. Pomagał mi nawet podczas pisania pracy magisterskiej. Wiedziałam, że mogę zwrócić się do niego nie tylko jako do trenera, ale po prostu do człowieka, na którego można liczyć. Na treningach miał swoje charakterystyczne powiedzenie: "tak samo, ale inaczej". Wtedy często po prostu się z tego śmialiśmy. Teraz nabiera ono dla mnie zupełnie innego znaczenia. Myślę, że jeszcze wiele razy podczas treningów usłyszę je gdzieś z tyłu głowy i od razu pomyślę o Wojtku.
- Dopiero teraz widzę też jeszcze wyraźniej, jak wiele osób Wojtek poruszył swoją osobą. Po jego śmierci odezwali się do mnie ludzie z zagranicznych reprezentacji, wspominając dokładnie te same cechy, które znaliśmy my – jego dobroć, uczciwość, serdeczność i szacunek do każdego człowieka. To chyba najlepiej świadczy o tym, jaki naprawdę był. Medale i wyniki z czasem stają się tylko zapisami w tabelach. To, czego nauczył mnie Wojtek i jakim był dla mnie człowiekiem, zostanie ze mną na zawsze. I chyba właśnie to jest największą rzeczą, jaką trener może pozostawić po sobie w swoim zawodniku.
- W naszych rozmowach często pojawiała się też jego rodzina, a szczególnie wnuki. Bardzo dużo o nich opowiadał i było widać, jak ogromnie są dla niego ważne. Kiedy o nich mówił, czuło się jego miłość i dumę. Był z nimi bardzo związany. To również mocno zapamiętam, bo pokazywało Wojtka z jeszcze innej strony – nie jako trenera stojącego w narożniku, ale jako ciepłego, rodzinnego człowieka i kochającego dziadka. Rodzina była dla niego naprawdę ważna. Bardzo będzie mi Ciebie brakowało, Trenerze.
Jakub Pokusa
- Trener Wojtek to świetny człowiek, człowiek o bardzo szerokiej wiedzy ogólnej, pogadać można z nim było o wszystkim, często miał swoje sztywne zdanie na dany temat i nie szło go przekonać do innego spojrzenia. Często to powodowało wiele śmiechu. Poznaliśmy się jakoś w 2015 roku, na kadrze naszej familii Poland Full Contact Team. Myślę, że jego największą pasją był właśnie kickboxing właśnie w tej klasycznej według niego najlepszej wersji. Zapamiętam go jako świetnego przyjaciela. Świeć Panie nad jego duszą!
Kinga Szlachcic
- Trenera Wojciecha pamiętam od zawsze. Odkąd zaczęłam odnosić sukcesy w kickboxingu, On już był i bacznie mi się przyglądał. Zawsze wtrącił swoje dobre słowo, złotą radę. Dla mnie osobiście były to opinie eksperta, z którymi się liczyłam i brałam je pod uwagę podczas przygotowań do startów. To nie było jedno zdanie, tylko szereg faktów popartych sukcesami innych zawodników. Trener Wojtek znał każdego ze światowej czołówki w naszym sporcie. Nigdy nie wchodziliśmy do narożnika niedoinformowani. Dbał o to żebyśmy chociaż trochę poznali styl naszego przeciwnika, przez co ja osobiście czułam się pewniejsza siebie podczas rywalizacji.
- Trenera interesowała nie tylko sportowa strona naszego życia, ale również ta prywatna. Zawsze pytał o pracę, zajęcia po treningach, co burzyło jakiekolwiek bariery między zawodnikiem a trenerem. Dlatego właśnie Trenera Wojtka każdy z nas mógł nazwać nie tylko szkoleniowcem, specjalistą od sportów walki, ale przede wszystkim Przyjacielem. Przyjacielem, który poświęcał swój prywatny czas na rozmowy z nami i to nie tylko podczas bezpośrednich spotkań, ale również przez rozmowy telefoniczne. Rozmowy, które potrafiły ciągnąć się godzinami. Jestem Mu wdzięczna za każdą radę i za Jego wyjątkowość. Zapamiętam Go jako niezawodnego stróża sukcesów Kadry Full Contactu.

















