Fundacja Mistrzom Sportu
18.Dywizja Zmechanizowana im. gen. broni Tadeusza
Creative Green

GŁÓWNI PARTNERZY
Quanta cars
Fight Time
Gorący potok
Masters
DuoLife

PARTNERZY

„Mistrzowie Polskiego Związku Kickboxingu” – Jarosław Madziar, brązowy medalista MŚ i ME w light contact

31.07.2020
„Mistrzowie Polskiego Związku Kickboxingu” – Jarosław Madziar, brązowy medalista MŚ i ME w light contact
„Mistrzowie Polskiego Związku Kickboxingu” – Jarosław Madziar, brązowy medalista MŚ i ME w light contact
Redakcja: Przez wiele lat występował i odnosił Pan sukcesy krajowe i międzynarodowe w barwach Sfinxa Węgrów. Jakie są dziś pańskie związki z kickboxingiem?

Jarosław Madziar: Cały czas mieszkam w Węgrowie koło Siedlec, zaś od wielu lat prowadzę treningi kickboxingu w niedużej miejscowości Kałuszyn w pobliżu Mińska Mazowieckiego. Na stałe mam około 20 zawodników, a w najlepszym okresie przychodzi nawet 30 osób na zajęcia. Na stałe pracuję jako nauczyciel wychowania fizycznego w jednej z mińskich szkół, a wracając do domu zatrzymuję się w Kałuszynie, gdzie mogę realizować swą pasję z lat młodości. W styczniu wzięliśmy udział w Grand Prix Polski w Mińsku Mazowieckim pod patronatem Polskiego Związku Kickboxingu, organizowanym przez miejscowy klub Walhalla. Do wyróżniających się zawodników należy Michał Polkowski.

Młodzież chętnie przychodzi na treningi, czy trzeba ją „zapraszać”?

Nie mogę narzekać, w Kałuszynie zawodnicy już dawno złapali bakcyla kickboxingu. W przeszłości w tym miasteczku nie było żadnej sekcji sportów walki. Kiedy ze mną się skontaktowano, chętnie zgodziłem się popracować z ambitną młodzieżą, dziś niektórzy to już dorośli zawodnicy. Mam dwie grupy dzieci i młodzieży oraz trzecią, najbardziej zaawansowanych. Mieliśmy różne plany startowe, np. w Węgrowie, ale wybuchła pandemia i koronawirus wszystko rozłożył na łopatki.

Kiedy zaczął Pan pracować jako trener?

To było dawno temu, około 1994-1995 roku, a więc miałem 22-23 lata, może nawet trochę wcześniej. Byłem zawodnikiem węgrowskiego Sfinxa i czasem pomagałem, albo zastępowałem trenera Wojciecha Góreckiego. Szybko przekonałem się, że to fajna praca i odpowiednie zajęcie dla mnie. Myślę, że potrafiłem już wtedy przekazać swoją wiedzę i zwyczajnie czerpałem radość z tego, że kogoś uczę kickboxingu. Dlatego też zdecydowałem się na studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie na Bielanach.

A Pan, jak zawodnik, od kogo najwięcej czerpał umiejętności?

Od początku do końca mojej kariery był Wojciech Górecki z Węgrowa. Temu wspaniałemu trenerowi najwięcej zawdzięczam. W reprezentacji Polski współpracowałem również z wieloma świetnymi szkoleniowcami, jak Andrzej Palacz, Kuba Cuszlag, Ludwik Denderys. W pewnym momencie Piotr Siegoczyński, wybitny zawodnik, stworzył grupę semi contact i ja w niej się znalazłem. To był kolejny znakomity szkoleniowiec w mojej karierze sportowej. Miałem do czynienia z wieloma trenerami, bowiem byłem wszechstronnym zawodnikiem i startowałem we wszystkich dostępnych formułach, tj. light contact, semi contact, full contact. Nie było jeszcze K-1 Rules i low kick, nie mówiąc o wersji kick light, która powstała najpóźniej. Na co dzień ćwiczyłem w rodzinnym Węgrowie, a systematycznie jeździłem na zgrupowania odbywające się w stolicy. Andrzej Palacz organizował też sparingi z bokserami.

Niedawno znów uczestniczył pan w zgrupowaniu kadry narodowej, ale jako trener i współpracownik Patryka Zaborowskiego, Tomasza Biernackiego, Andrzeja Garbaczewskiego.

Od wielu lat jeżdżę do Tomka Biernackiego i Patryka Zaborowskiwgo na obozy sportowe, przywożąc też swoich podopiecznych. Kidy potrzeba służę też pomocą trenerską. Na ostatnim obozie kadry odpowiedziałem za trening siłowy. Ostatnio nawet spoglądaliśmy na zdjęcia z Chmielna koło Kartuz na Kaszubach - bowiem właściciel ośrodka prowadzi dokumentację fotograficzną - i okazało się, że byliśmy już ósmy raz w tym miejscu. Fajny klimat, wszystko mamy zapewnione, siłownia, pełnowymiarowa sala do treningów, jest też gdzie pobiegać. To taki ośrodek i do wypoczynku, i do pracy.

W Węgrowie, jako młody chłopak, miał Pan do wyboru różne dyscypliny sportu?

Były sekcje piłki nożnej, tenisa stołowego, ale ja byłem zafascynowany Bruce’em Lee, Jeanem Claude’m Van Damme’m i chciałem trenować kickboxing. Właściciwie to nawet namówiłem Wojtka Góreckiego, którego już wcześniej znałem, aby reaktywował sekcję w Węgrowie. Za moją namową zgodził się wrócić do treningów kickboxingu i naprawdę mieliśmy mocną ekipę. Sala była pełna zawodników, a i tak nie wszyscy się dostali. Podczas selekcji Wojtek pytał każdego, co do tej pory trenował. Wybierał tych z doświadczeniem sportowym, a inni musieli czekać na swoją szansę.

Jaki był pański pierwszy sukces krajowy?

W 1993 roku zająłem 3 miejsce w Mistrzostwach Polski light contact we Wrocławiu, przegrywając walkę półfinałową z nieżyjącym już Tomkiem Skrzypkiem. W tej samej kategorii -63kg był też mój kolega z Węgrowa Paweł Kuć, ale on był w drugiej połówce drabinki i obaj zdobyliśmy brązowe medale. To były czasy, kiedy Sfinx należał do najlepszych klubów w Polsce. Zdarzało się, że na zawody jechało 15 kickboxerów z Węgrowa, a 13 z nich wracało z medalami.

Miał Pan bardzo udany okres w reprezentacji w latach 1995-1997. Ćwierć wieku temu zdobył Pan brąz podczas Mistrzostw Świata light contact w Stuttgartcie.

To był mój debiut w tak ważnej imprezie. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że jestem nowicjuszem na arenie międzynarodowej, chociaż już jeździłem na Puchary Świata i miałem kontakty z zagranicznymi zawodnikami. Inna sprawa, że nie odnosiłem sukcesy. Jak każdy sportowiec chciałem zwyciężać i zajść jak najdalej w Niemczech. Jak się okazało na miejscu, walczyłem dopiero 3 dnia, co było dla mnie korzystne. Miałem czas na aklimatyzację, na poczucie atmosfery wielkiego kickboxerskiego wydarzenia. Zapoznałem się z salą, z kibicami itd. Byłem pewny, że nie spalę się psychicznie w debiucie. Byłem wręcz wyluzowany, a cała polska drużyna mobilizowała mnie do dobrego występu. I to się udało. Wygrałem m.in. z rywalami ze Stanów Zjednoczonych i Anglii, a w półfinale walczyłem z Libańczykiem. Byłem pewny, że zwyciężyłem i moja ręka powędruje w górę, lecz niestety stało się inaczej. Byłem załamany, trener Palacz kazał mi czekać na planszy, bowiem wystosowany został protest. Po tym pojedynku dwaj sędziowie zostali odsunięci od sędziowania finałów.

W 1996 roku wystąpił Pan w Mistrzostwach Europy w Caorle i znów brązowy medal. Sukces czy mały niedosyt?

Jak najbardziej sukces. O wejście do finału rywalizowałem z kilkukrotnym Mistrzem Świata Baredą, zawodnikiem nie do przejścia. Nie było szans go pokonać. Kopał z każdej pozycji, był kickboxerem z najwyższej półki.

Trzeci brązowy medal, ponownie w wadze -63kg i znów w light contact, na wielkiej imprezie wywalczył Pan w MŚ w 1997 roku w chorwackim Dubrowniku.

Wygrałem 2 lub 3 pojedynki, a w półfinale zmierzyłem się z przeciwnikiem z Brazylii. Kolejny świetny kickboxer. Miałem za zadanie trzymać się jak najbliżej, aby nie miał miejsce na rozwinięcie skrzydeł. Niestety był lepszy i wygrał zasłużenie. Pamiętam, że medale tych wielkich imprez zdobywałem pracując m.in. z Andrzejem Firstem i Tomaszem Skrzypkiem. Dwie legendy, których już nie ma wśród nas.

W późniejszych latach reprezentacyjne starty kończył Pan poza strefą medalową.

Pechowe dla mnie okazały się MŚ w 1999 roku, w których występowałem w semi contact, czyli obecnym pointfightingu. Piotr Siegoczyński chciał stworzyć mocną reprezentację w tej formule i dołączyłem do jego grupy. Ciężko przygotowywaliśmy się, byliśmy w formie, niestety jak to w sporcie bywa czasem decyduje łut szczęścia. O medal walczyłem z Amerykaninem. Na nasz emocjonujący bój patrzyła cała hala. W regulaminowym czasie remis, w dogrywce też nie udało się wyłonić zwycięzcy. W rywalizacji do jednego trafienia poszczęściło się przeciwnikowi. A wracając do Piotrka Siegoczyńskiego, był znakomitym zawodnikiem i trenerem, a dziś świetnie sprawdza się w roli prezesa Polskiego Związku Kickboxingu. Dużo zrobił dla tego sportu, ma fajne pomysły na rozwój.

Jest Pan zadowolony z międzynarodowych dokonań?

Z perspektywy czasu doceniam medale MŚ i ME. Oczywiście marzył mi się najwyższy stopień podium i Mazurek Dąbrowskiego. Jednak trochę brakowało mi do tych najlepszych zawodników. W czołówce europejskiej i światowej byłem, ale na top się nie wdrapałem. Dlatego pewien niesmak pozostał. Brałem też udział w wielu meczach i galach full contact. W 1996 roku zdobyłem pas zawodowego Mistrza Europy full contact wygrywając z Włochem Christianem De Martinisem.

W Mistrzostwach Polski radził Pan sobie znakomicie, rozsławiając Węgrów i dawne województwo siedleckie.

Aż 11 razy byłem mistrzem kraju w semi contact, light contact i full contact. Wszechstronność, o której wspomniałem, była moim wielkim atutem, dlatego potrafiłem odnaleźć się i na planszy i na ringu. W full contact sięgnąłem po 2 złote medale MP, a raz wybrano mnie najlepszym zawodnikiem turnieju mistrzowskiego w tej formule..

Co jeszcze sprawiało, że Jarosław Madziar należał do najlepszych na świecie w latach 90.?

Potrafiłem walczyć szybko i dynamicznie, może nie miałem nokautującego ciosu czy kopnięcia, ale posiadałem dar w postacie wyczucia dystansu. Bardzo ciekawym sprawdzianem był mecz z Norwegią w Węgrowie w full contact. Dostałem rywala wyglądającego jakby był dwa razy większy ode mnie. Byłem przy nim jak chłopaczek, tymczasem wygrałem zdecydowanie na punkty. Byłem szybszy, sprytniejszy, zwinniejszy.

Kiedy pożegnał się Pan z kickboxingiem jako zawodnik?

Mam nadzieję, że jeszcze to nie nastąpiło... Chodzi mi po głowie start w Mistrzostwach Świata lub Europy Weteranów. Sukcesy odnosili Piotr Siegoczyński, Radek Laskowski, Leszek Jobs, więc może i mi się uda. Może w grupie mastersów wywalczę upragnione złoto? A jeśli chodzi o ostatnią walkę, stoczyłem dwie w 2010 roku. To było po 10-letniej przerwie. Jedną wygrałem w Piasecznie, drugą przegrałem w Siedlcach. Teraz znów mija 10 lat, dlatego chciałbym jeszcze raz pokazać się na planszy lub ringu.
WSPÓŁPRACA:
WAKO
WAKO EUROPE
Ministerstwo Sportu
Antydoping
Prawo Sportowe
Fundacja Mistrzom Sportu
SportAccord
IWGA
Fisu
Polski Komitet Olimpijski
18.Dywizja Zmechanizowana im. gen. broni Tadeusza Buka
Copyright 2014 - 2020 Polski Związek Kickboxingu
Created by: KREATORMARKI.PL