Fundacja Mistrzom Sportu
18.Dywizja Zmechanizowana im. gen. broni Tadeusza
Creative Green

GŁÓWNI PARTNERZY
Quanta cars
Fight Time
Gorący potok
Masters
DuoLife

PARTNERZY

„Mistrzowie Polskiego Związku Kickboxingu“ – Robert Nowak, wielokrotny Mistrz Świata i Europy

10.09.2020
„Mistrzowie Polskiego Związku Kickboxingu“ – Robert Nowak, wielokrotny Mistrz Świata i Europy
„Mistrzowie Polskiego Związku Kickboxingu“ – Robert Nowak, wielokrotny Mistrz Świata i Europy
Redakcja: W plebiscycie z okazji 30-lecia Polskiego Związku Kickboxingu zajął Pan 11. miejsce.

Robert Nowak: Pojechałem na zaproszenie PZKB do Włocławka i uczestniczyłem w wielkim święcie naszej dyscypliny sportu. To wspaniała impreza, do tego przyjemna atmosfera, możliwość spotkania osób, z którymi nie widziałem się kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. Cała śmietanka kickboxingu, na czele z Markiem Piotrowskim, na którym się wzorowałem, w jednym miejscu to rewelacyjna sprawa. Dramatycznym momentem, jak się później okazało, było spotkanie ze wspaniałym Tomkiem Skrzypkiem. Bardzo się lubiliśmy i ceniliśmy. Kilka tygodni później dowiedzieliśmy się o śmierci Tomka, a jeszcze podczas jubileuszu rozmawialiśmy o planach na przyszłość. A co do 11 miejsca w plebiscycie, myślę, że zasługiwałem na wyższą lokatę. Ale nie znam kryteriów, nie wiem jak oceniano poszczególne sukcesy w różnych formułach.

Zaczynał Pan treningi kickboxingu, podobnie jak inni nasi mistrzowie, w ciężkich czasach.

Byłem zafascynowany kickboxingiem, pojedynkami i sukcesami Marka Piotrowskiego oraz różnego rodzaju filmami dotyczącymi sztuk walki. Rodzice nie chcieli abym trenował, ale byłem uparty i chciałem postawić na swoim. Z dojeżdżaniem na zajęcia po Poznaniu, gdzie się wychowałem i dalej mieszkam, nie było problemu, lecz kłopotem było ich opłacanie. To były zajęcia komercyjne, więc prosiłem mamę o pieniążki, których zbyt wiele nie mieliśmy. Zawsze byłem jednak kowalem swojego losu. Kończąc podstawówkę poszedłem do szkoły zawodowej, ale wiedziałem, że będę mógł kontynuować naukę w technikum i na wyższej uczelni, bowiem wykształcenie jest bardzo ważne. Na sporcie życie się nie kończy, a trzeba myśleć o przyszłości. Najpierw to były szkoły o profilu elektrotechnicznym – radioelektronika, a następnie skończyłem AWF w Poznaniu. Jako jeden z pierwszych w kraju otrzymałem dyplom trenera kickboxingu.

Ponad 10 lat wygrywał Pan w rywalizacji amatorów i zawodowców. Zresztą szczegółowo omówimy poszczególne turnieje. Czym wyróżniał się kickboxer Robert Nowak na przełomie XX i XXI wieku?

Byłem zawodnikiem konsekwentnym w działaniach i dążącym do perfekcji. Bardzo motywował mnie trener Wojciech Kierstein, a drugą taką osobą był inny szkoleniowiec Jacek Drela. Dużo wniósł do mojego życia i był niesamowitym trenerem w narożniku. Wspaniały człowiek, dusza towarzystwa i takiego go zapamiętam. Wszyscy zawodnicy w kadrze narodowej chcieli mieć Jacka Drelę w swoim narożniku podczas walk.

Zadebiutował Pan w Mistrzostwach Świata w 1995 roku, a start w Stuttgarcie przyniósł od razu brązowy medal w formule light contact w wadze -74kg.

To było duże przeżycie, wyjazd do Niemiec dla 20-letniego chłopaka, który musi wyrobić paszport i powalczyć z najlepszymi na świecie. W debiucie doszedłem do półfinału, w którym przegrałem z Węgrem Lajosem Hugyetzem. Później jeszcze kilka razy się spotkaliśmy, zapamiętałem to nazwisko, podobnie jak m.in. Norwega Tomasa Kristiansena.

Miesiąc później uczestniczył Pan w kolejnych MŚ, tym razem w Kijowie w full contact.

To wtedy po raz pierwszy rywalizowałem z Kristiansenem, który fizycznie był moim przeciwieństwie. Norweg niski, krępy, silny, a ja chudy, szczupły, smukły kickboxer. W Kijowie było sporo niedociągnięć i niestety i ja doświadczyłem tego bałaganu organizacyjnego. Zbyt późno dowiedziałem się o walce i byłem bardzo zły, ale na siebie. Pojedynek był wyrównany, mógł pójść w obie strony, ale sędziowie przyznali zwycięstwo zawodnikowi ze Skandynawii.

Rok 1996 był znakomity w pańskim wydaniu, a wszystko zaczęło się od złotego medalu Mistrzostw Europy full contact w Belgradzie w kat. -71kg.

W pierwszej walce wygrałem w 2 rundzie, po trzecim liczeniu, ze Słoweńcem Marcelem Fehonją. W ćwierćfinale pokonałem 2:1 ówczesnego zawodowego mistrza świata Ukraińca Siergieja Łapińskiego, a w półfinale rywalem był Norweg Kristiansen. Zrewanżowałem się mu i zwyciężyłem 2:1. Muszę przyznać, że najczęściej trafiałem do najmocniejszej części drabinki i na najlepszych zawodników. W serbskim turnieju finał z Niemcem Gerdem Diettrichem był już tylko formalnością, moja przewaga nie podlegała dyskusji.

Były opinie, że gdyby przyznawano nagrodę dla najlepszego zawodnika, to Robert Nowak na pewno byłby jednym z głównych pretendentów.

Byłem bardzo dobrze przygotowany i świetnie mi się walczyło. Nie przeszkadzał mi nawet dym z papierosów w hali, w której wielu osób paliło. Podczas finałów było duszno, ale trzeba było wytrzymać. Pamiętam, że jechaliśmy do byłej Jugosławii z obawami, to było tuż po wojnie na Bałkanach. Zresztą jeszcze później, w chorwackim Dubrowniku, widzieliśmy w mieście ślady po działaniach wojennych, spalone budynki, dziury w ścianach itd. Działało to na wyobraźnię.

Z dawnej Jugosławii przeniósł się Pan do włoskiego Carole, gdzie sięgnął Pan po srebro ME light contact w kategorii -74kg.

W półfinale pokonałem Niemca Iwo Bachora 3:0, a w finale spotkałem się z jednym z odwiecznych przeciwników Lajosem Hugyetzem. Węgier był faworyzowany przez sędziów, miał znane nazwisko i mimo że miałem lekką przewagę, to on zwyciężył 3:0. Miałem wtedy 21 lat i zrozumiałem na czym polega seniorski kickboxing.

1997 rok miał być wyjątkowy i po części tak się stało.

Najpierw w Dubrowniku nad Adriatykiem zdobyłem srebro Mistrzostw Świata w light contact w wadze -74kg. W finale zostałem pokonany przez Irańczyka Nassera Nassiriego 3:0. Ale generalnie byłem szczęśliwy, bowiem Mistrzynią Świata została moja ówczesna partnerka Agnieszka Rylik. A co ciekawe, Nasiri był sędzią i nie szło z nim wygrać, chociaż po walce odebrałem sporo gratulacji. Obecnie jest Prezydentem Azjatyckiej Konfederacji Kickboxingu.

Szczególnym wydarzeniem przed 23 laty były MŚ full contact w Gdańsku.

Odczuwaliśmy większe zainteresowanie ze strony polskich mediów. Wielu z naszych reprezentantów nie zawiodło i zostało złotymi medalistami. Mnie się nie udało, wygrałem z Portugalczykiem Raulem Lehosem 3:0 i Turkiem Ismaiłowem Chalmuradem 3:0, w półfinale przegrałem z Kristiansenem 1:2. Bój zacięty i wyrównany, lecz musiałem uznać wyższość Skandynawa. W naszej wadze do 71kg zwyciężył Kazach Jusufow, drugi był Kristiansen, a brąz dla mnie i Niemca Dittricha.

Rok 1998 i kolejny wielki sukces, tym razem złoto Mistrzostw Europy full contact w Leverkusen, w wadze -71kg.

W finałowej walce pokonałem w trzeciej rundzie przez rsc Kalmurada Izmaiłowa z Turkmenistanu. Byłem zdecydowanie lepszym zawodnikiem. Walka o złoto to było uwieńczenie udanego występu. Przez tych kilka lat wyrobiłem sobie nazwisko, ale też byłem lubiany przez prezydenta WAKO Ennio Falsoniego. Rozmawiając z trenerem Andrzejem Palaczem powtarzał, że jak walczy Robert Nowak, to z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że Polak wygra.

W wieku 24 lat sięgnął Pan po srebro MŚ full contact, zaś w 2000 roku w Moskwie stanął Pan na najwyższym stopniu podium ME w tej samej formule.

W rosyjskiej stolicy było bardzo zimno, a mnie ciężko przychodziło robienie wagi. Po drodze do finału stoczyłem kilka bardzo ciężkich walk. Byłem w dobrej formie i o złoto pokonałem Kazacha Michaiła Płatinkowa 3:0. Świetnie mi się współpracowało z trenerem Jakubem Cuszlagiem, późniejszym ochroniarzem prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego.

Po latach hossy przyszedł jeden słabszy występ. W 2001 roku odpadł Pan w ćwierćfinale MŚ light contact w Mariborze.

To był chyba już ostatni występ w tej formule, nastawiałem się zdecydowanie na full contact, lepiej czułem się w ringu. Znów byłem w Belgradzie i znów wygrałem. Jednym z przeciwników był Kristiansen, ale tam go mocno poturbowałem. Cóż mogę powiedzieć, przez te lata poznaliśmy się i polubiliśmy, mimo że byliśmy rywalami w kickboxingu.

Później święcił Pan sukcesy jako zawodowiec – 7 walk o Mistrzostwo Świata i same wygrane.

Założyłem rodzinę, pracowałem w firmie farmaceutycznej, a co kilka miesięcy walczyłem o Mistrzostwo Świata. Na kilka walk pojechałem z niezapomnianym Jerzym Wątorskim, który był sędzią m.in. podczas moich pojedynków we Francji. Jeździłem na wyjazdowe walki i psułem gale miejscowym zawodnikom. Po pierwszym zwycięstwie nie wręczono mi pas WAKO tylko dostałem medal. Organizatorzy nie byli przygotowani, że wygra Polak. Warto przypomnieć bój w 2003 roku z Markiem Ellwoodem w Hull. Anglik obchodził 40 urodziny, miał przydomek Red Big Devil – Wielki Czerwony Diabeł, a wszyscy kibice wchodzili do hali z czerwonymi różkami na głowach. Miała być feta, sukces Anglika, ale to ja znokautowałem Ellwooda w 2 rundzie.

Wygrywał Pan także z Olivierem Cerdanem, Fabriceem Barellem czy Fredericem Ficet.

Zakończyłem karierę po 30-stce, jako zwycięzca. Przez kilka lat nie przegrałem ani jednej walki. Osiągnąłem wszystko w kickboxingu, byłem amatorskim Mistrzem Świata i Europy, zawodowym Mistrzem Świata. Dziś dalej pracuję w firmie farmaceutycznej, mam dwóch synów – 12-letniego Franka i 14-letniego Kubę i obecnie jestem spełnionym narzeczonym z partnerka Basią . Cały czas jestem aktywny, a kickboxing trenuję ze swoim o 13 lat młodszym bratem Bartkiem, którego zawsze traktowałem jak syna, teraz to mój najlepszy przyjaciel. Z pewnością kickboxing ukształtował mnie jako człowieka. Tym sportem cały czas się interesuję, świetnie, że prezesem PZKB jest Piotr Siegoczyński, to odpowiedni człowiek do takiej funkcji. Z dawnych kolegów miło wspominam m.in. Mariusza Cieślińskiego, Damiana Ławniczaka, Mirka Karwińskiego i wielu innych.
WSPÓŁPRACA:
WAKO
WAKO EUROPE
Ministerstwo Sportu
Antydoping
Prawo Sportowe
Fundacja Mistrzom Sportu
SportAccord
IWGA
Fisu
Polski Komitet Olimpijski
18.Dywizja Zmechanizowana im. gen. broni Tadeusza Buka
Copyright 2014 - 2020 Polski Związek Kickboxingu
Created by: KREATORMARKI.PL