Dominik Cinal: „Czułem, że wygrywam”
Dominik Cinal (kat. -74 kg) przegrał półfinał turnieju K1 kickboxerów w ramach 12. Światowych Igrzysk Sportowych The World Games Chengdu 2025 z Bułgarem Dimitarem Stoyanovem. Werdykt sędziów wzbudził jednak sporo kontrowersji, nie tylko w sztabie Polaka.
– Za nami walka półfinałowa. Niestety, werdykt sędziów jest niekorzystny dla Ciebie, ale nie trzeba być wielkim znawcą tego sportu, żeby widzieć, że coś tutaj było nie tak.
– Nie widziałem jeszcze walki, ale mogę powiedzieć jakie są moje odczucia z ringu. Też czułem, że wygrywam, czułem, że mam przewagę. Nie wiem, dlaczego przegrałem. Co mogę powiedzieć. Taki jest ten sport. Ja się z tym liczę i tak jak mówię – w sporcie trzeba mieć szczęście. Szczególnie w sporcie amatorskim.
– Początek walki był wyrównany, a być może trochę na korzyść Bułgara. Natomiast później, w kolejnych fazach, widać było Twoją znaczną przewagę.
– No tak to czułem. Na początku się obawiałem ciosów Bułgara. Myślałem, że naprawdę ma czym uderzyć, ale przyjąłem dwa, trzy ciosy i zrozumiałem, że jestem dużo mocniejszy, poczułem przewagę siłową. Wiedziałem, że mam iść do przodu i robić to, co lubię najbardziej, czyli atakować. Wydaje mi się, że to wychodziło. Cały czas robiłem presję, trafiałem. Uważam, że pod koniec drugiej rundy Bułgar powinien być liczony. W połowie trzeciej rundy nie powinno być tak długiej przerwy, ponieważ dało mu to dużo czasu, miał możliwość, żeby złapać tlen. A widziałem, że już mu go brakuje. Ciężko oddychał, a ja jeszcze bym mógł jedną taką walkę zrobić.
– Wydawało się w pewnych momentach, przynajmniej dwóch, że rywal zachwiał się na nogach i zabrakło tego jednego ciosu do zakończenia tego.
– Dlaczego tak się stało? Bo jest bardzo doświadczony. Ma na koncie ponad 100 walk. Już czuł, że jest wykończony, więc zrobił twardą podwójną gardę i już ciężko było mu się wstrzelić. Ale nie oszukujmy się, w zawodach amatorskich jest tak, że jeżeli ktoś się chwieje na nogach, to od razu jest liczony. Tu tego nie było. To jest dość dziwne, ale trzeba mieć i szczęście czasami. Ja nie miałem tego szczęścia.
– Jesteś trochę pogodzony z tym werdyktem, inaczej niż Twój sztab trenerski.
– Po prostu nauczyłem się, że tym sport trzeba się bawić w życiu. Co mam teraz zrobić po tej walce? Przeżywać, płakać, rozczulać się? Nie, nie mam na to czasu w życiu. Ale uważam, że wygrałem i mam nadzieję, że protest przejdzie pierwszy raz w historii.
– Za to trzymamy kciuki, natomiast jeśli się nie uda, to trzeba się skupić, bo jutro i tak czeka Cię kolejna walka o brązowy medal.

















