Fundacja Mistrzom Sportu
Ministerstwa Sportu i Turystyki
Masters

GŁÓWNI PARTNERZY

Reakto Wektory

PARTNERZY

Mistrzostwa Świata WAKO 2025: przedstawiamy polskich finalistów w turnieju seniorów (cz. 2)

09.12.2025
Mistrzostwa Świata WAKO 2025: przedstawiamy polskich finalistów w turnieju seniorów (cz. 2)
Mistrzostwa Świata WAKO 2025: przedstawiamy polskich finalistów w turnieju seniorów (cz. 2)
Mistrzostwa Świata WAKO 2025: przedstawiamy polskich finalistów w turnieju seniorów.

Rafał Gąszczak:
- Nie było zaskakujących różnic jeżeli chodzi o rozgrywanie zawodów w Emiratach, wszystko było dobrze zorganizowane, hala była dobrze klimatyzowana, momentami można było zmarznąć.

- Nie napotkałem większych trudności na Bliskim Wschodzie, pojechałem tam w bardzo dobrej formie fizycznej, byłem nastawiony na zwycięstwo i od początku przystąpiłem do turnieju bardzo pewny siebie.

- Nie oceniam losowania, nigdy tego nie robię, bo zawsze jestem myśli, że jak mam zostać mistrzem świata to i tak muszę pokonać wszystkich po drodze. W teorii najcięższej walki spodziewałem się z reprezentantem Turcji, ale patrząc na jego walkę przed tym jak się spotkaliśmy, widziałem, że nie jest w takiej formie jak był dwa lata temu

- Finał od początku przebiegał po mojej myśli, byłem bardzo skoncentrowany i wiedziałem, że nie mogę przespać początku walki. Od początku miałem przewagę i utrzymywałem ją do końca 3 rundy.

- Nie był to dla mnie idealny rok, na jego początku zdecydowałem się na poważne decyzje w życiu prywatnym. Ciężko czasami było mi znaleźć godzinę czy dwie na trening, ale dawałem radę, często zdarzało się też tak, że miesiąc nie trenowałem z powodu braku czasu. Jednak jak już miałem przygotowania do mistrzostw to zmieniłem priorytety i nie odpuściłem żadnej zaplanowanej jednostki. Zdrowotnie było w porządku, bez większych kontuzji.

- Nie wyróżnię chyba jednej niespodzianki, cała kadra spisała się na medal. I jako całość zaskoczyliśmy chyba wszystkich, byliśmy najgłośniejsi, zawsze kibicowaliśmy swoim kolegom i koniec końców zdobyliśmy 1 miejsce drużynowo w Kick Light. Jest to ogromne osiągnięcie całej kadry.

Robert Dochód:
- Różnice między imprezami europejskimi a turniejem w ZEA nie były może szokujące, ale dało się odczuć, że wszystko stoi tam na wysokim poziomie. Hala, ringi i cała infrastruktura były przygotowane bardzo solidnie. W Europie też jesteśmy przyzwyczajeni do dobrych warunków, więc pod tym względem czułem się po prostu pewnie. Logistyka działała sprawnie, dzięki czemu można było skupić się wyłącznie na startach.

- Największym wyzwaniem była obsada kategorii. Poziom był bardzo wysoki, a każdy z rywali miał mocne strony i doświadczenie, więc nie było mowy o łatwych walkach.

- Losowanie oceniam pozytywnie. Nie miałem powodów do narzekań, ale podchodzę do tego tak, że jeśli chcesz dojść do medalu, musisz po prostu pokonać kolejnych przeciwników. W teorii każdy mógł być groźny, bo na takim turnieju nie ma przypadkowych zawodników. Tu nie ma miejsca na kalkulację.

- Finał trzymał wysoki poziom od początku do końca. Ukrainiec miał bardzo dobrze rozpisany plan i skutecznie blokował moje najmocniejsze akcje. To sprawiło, że trudno było narzucić mi swój rytm i właśnie to przeważyło o końcowym wyniku.

- Ten rok mogę uznać za dobry, przede wszystkim dlatego, że przepracowałem go w zdrowiu. Sportowo zawsze można chcieć więcej, ale nie mam powodu do narzekania. Wiem, że wciąż jest przede mną dużo pracy, jednak to, jak zakończyłem sezon, pozwala patrzeć z optymizmem na kolejny.

- Nie wskażę jednej osoby, która szczególnie zaskoczyła, bo każdy w kadrze narodowej ciężko zapracował na swoje rezultaty. Każdy wynik ma swoją historię i widać było, że wszyscy są bardzo świadomi tego, po co jadą na mistrzostwa świata.

Paulina Stenka-Formela:
- Największym zaskoczeniem była skala i oprawa tegorocznych MŚ. Liczba zawodników, którzy zgłosili się do startu, była imponująca. Sama organizacja również stała na niezwykle wysokim poziomie, oświetlone maty, ringi na podwyższeniach, cała oprawa wizualna dodawała randze mistrzostw jeszcze większej powagi. Do tego nieskazitelna czystość, zarówno na matach, w szatniach, toaletach, jak i w całej arenie. Widać było, że zawody przygotowano "na bogato", z ogromnym rozmachem i dbałością o detale.

- Na początku zdecydowanie wyzwaniem była zmiana klimatu i strefy czasowej, organizm potrzebuje chwili, żeby się do tego dostosować. Z punktu sportowego największą trudnością był rosnący z roku na rok poziom rywalizacji. Pojawia się coraz więcej młodych, głodnych sukcesów i bardzo wymagających zawodniczek, więc każdy pojedynek to zupełnie inna historia i trzeba być gotowym na wszystko.

- Z losowania byłam bardzo zadowolona. Już na starcie miałam świadomość, że najbardziej wymagającą zawodniczką w mojej kategorii będzie reprezentantka Czech, Eliska Zemanová. I niestety potwierdziło się to w finale.

- Początek walki był bardzo wyrównany. Niestety zabrakło mi kilku elementów, nad którymi będę jeszcze pracować. W dużej mierze odegrały rolę emocje i presja - ta, którą sama sobie nałożyłam, wiedząc, o co walczę. Mimo wszystko dałam z siebie absolutnie wszystko i walczyłam do ostatniej sekundy. Zostawiłam w tym finale całe serce.

- 2025 był dla mnie rokiem ogromnego progresu - zarówno sportowo, pod względem kondycji i mentalności, jak i w podejściu do treningów. Niestety we wrześniu doznałam kontuzji prawej nogi, która ciągnie się za mną do dziś. Na szczęście dzięki pomocy mojego fizjoterapeuty udało mi się doprowadzić ją do stanu, który pozwolił mi startować na Mistrzostwach Świata i dać z siebie wszystko. To również nauczyło mnie jeszcze większej pokory i cierpliwości.

- Cała reprezentacja pokazała się ze świetnej strony. Każdy z nas dał z siebie maksimum i myślę, że udowodniliśmy, jak walecznym jesteśmy narodem. Jeśli miałabym jednak wyróżnić coś szczególnego, to na pewno atmosferę w kadrze Kick Light, do której należę. Byliśmy dla siebie ogromnym wsparciem - na każdej walce, na każdym kroku. Zdzieraliśmy gardła podczas dopingu, trenerzy dawali nam niesamowitą energię i słowa otuchy. To pokazuje, jak wspólna pasja i zaangażowanie potrafią połączyć tak dużą grupę ludzi w jedną drużynę, a nawet mogę powiedzieć, że sportową rodzinę.

Armin Wilczewski:
- Kluczową i pozytywnie zaskakującą różnicą był poziom organizacji. W porównaniu do wydarzeń europejskich, Mistrzostwa Świata w Zjednoczonych Emiratach Arabskich charakteryzowały się wyjątkowym profesjonalizmem, skalą i rozmachem, co przełożyło się na zupełnie inną, bardziej prestiżową atmosferę.

- Pod kątem sportowym tegoroczne Mistrzostwa Świata odnotowały wzrost frekwencji, co poskutkowało większą liczbą zawodników niż w poprzednich latach. W konsekwencji, w mojej kategorii wagowej liczba wymaganych pojedynków wzrosła o jeden w stosunku do Mistrzostw Świata w Portugalii.

- Proces losowania okazał się dla mnie wyjątkowo wymagający. Już w pierwszej rundzie zmierzyłem się z reprezentantem Wielkiej Brytanii, aktualnym mistrzem świata w innej formule. Kolejnym rywalem był zawodnik z Bułgarii - na tamten moment aktualny mistrz świata i Europy. To był pojedynek, na który szczególnie czekałem, gdyż kontrowersyjny werdykt z Mistrzostw Świata 2023 stworzył we mnie silną motywację do rewanżu. Trudno było wskazać jednoznacznego faworyta turnieju, ponieważ na tym poziomie rywalizacji startują wyłącznie najwybitniejsi sportowcy, a każda walka stanowiła ogromne wyzwanie.

- Walka finałowa rozpoczęła się od mojego skutecznego objęcia prowadzenia w pierwszej rundzie, zgodnie z przyjętą taktyką. W rundach drugiej i trzeciej, inicjatywa przeszła na stronę rywala, który nieznacznie punktował na swoją korzyść. Pomimo tej przewagi, finalny wynik był skrajnie wyrównany, a niepewność co do zwycięzcy utrzymywała się aż do momentu ogłoszenia ostatecznego werdyktu.

- Początek sezonu 2025 był naznaczony ponad 3,5-miesięczną przerwą w treningach, wynikającą z przyczyn osobistych. Przygotowania do Mistrzostw Polski trwały zaledwie miesiąc. Następnie, podczas Pucharu Świata, odniosłem jedno zwycięstwo, choć nie czułem optymalnej formy sportowej. Po powrocie z Budapesztu całkowicie skoncentrowałem się na celu, podejmując kilkumiesięczny okres intensywnej i zdyscyplinowanej pracy, aby osiągnąć szczytową dyspozycję na obecnych Mistrzostwach Świata.

- Odkryciem turnieju jest dla mnie kolega z kadry narodowej Kick Light, Filip Sójka. W swoim debiucie seniorskim zdominował konkurencję, wykazując się wyjątkową pewnością siebie i brakiem jakichkolwiek kompleksów w każdym pojedynku. Jest to szczególnie godne uwagi, biorąc pod uwagę znaczny skok poziomu umiejętności wymagany przy przejściu z kategorii juniorskiej do seniorskiej. Jestem pod ogromnym wrażeniem jego sportowego poziomu, serdecznie mu gratuluję i życzę dalszych, zasłużonych sukcesów w karierze.

Justyna Krosta:
- Mistrzostwa w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, podobnie jak inne turnieje międzynarodowe, stały na bardzo wysokim poziomie sportowym, a wszyscy zawodnicy byli świetnie przygotowani. Zaskakującą różnicą była jednak ogromna dbałość o bezpieczeństwo.

- Jeśli chodzi o organizację, to z dnia na dzień działała coraz bardziej płynnie. Co do losowania podczas turnieju - to jako numer jeden w rankingu czekałam na rywalkę, która musiała wcześniej wygrać swoje starcie. W pierwszej walce ponownie zmierzyłam się z zawodniczką z Ukrainy, z którą ostatnio przegrałam na mistrzostwach Europy. Jednak tym razem pojedynek przebiegał dokładnie według zaplanowanego scenariusza i zakończył się moim zwycięstwem. W kolejnym pojedynku spotkałam się z reprezentantką Szwecji, którą pokonałam 3:0 wysoko na punkty. W walce finałowej ponownie zmierzyłam się z zawodniczką z Finlandii, z którą ostatnio wygrałam na Pucharze Świata w Budapeszcie. Pojedynek był bardzo wyrównany i do zwycięstwa zabrakło mi dosłownie jednego celnego trafienia. O wyniku zadecydowały detale, a sama walka budziła lekkie kontrowersje.

- Cały rok 2025 uważam za wyjątkowo udany fizycznie, byłam bardzo dobrze przygotowana i czułam, że znajduję się w szczytowej formie. Wiele miesięcy podporządkowałam przygotowaniom właśnie pod mistrzostwa świata i wiem, że do pełnego sukcesu zabrakło naprawdę niewiele, dlatego wierzę, że złoty medal jest zdecydowanie w moim zasięgu.

- Największą pozytywną niespodzianką była bardzo wysoka i równa forma całej reprezentacji Polski, która pokazała, że możemy rywalizować na światowym poziomie z najlepszymi drużynami.

Szymon Majewski:
- Największą różnicą między Mistrzostwami Świata w Emiratach a europejskimi Mistrzostwami była dla mnie świetna organizacja. Wszystko było dopięte na ostatni guzik — od wejść do ringu po całą otoczkę turnieju. Wszystko działało sprawnie i było dobrze pilnowane.

- Największą trudnością na Mistrzostwach Świata było to, że każdy rywal wymagał zupełnie innego stylu walki. Z jednym musiałem boksować na kontrę, z drugim trzymać dystans, a w kolejnej walce znów zmienić taktykę. To były wymagające pojedynki właśnie przez to, że każdy przeciwnik "otwierał się" inaczej i do każdego musiałem podejść w inny sposób.

- Jeżeli chodzi o losowanie, uważam, że było dla mnie bardzo dobre. W pierwszej walce trafiłem na zawodnika, z którym wcześniej mierzyłem się w innej formule i bardzo zależało mi na rewanżu. Kolejna walka była już z numerem 1 rankingu WAKO, ale jego styl mi pasował i miałem go dobrze rozpracowanego, więc czułem się pewnie. Drabinka mi odpowiadała. Największym zagrożeniem od początku wydawał się Ukrainiec, którego spotkałem potem w finale — znałem go dobrze, bo walczyliśmy już dwa razy i oba pojedynki przegrałem. Tym razem też nie udało się go przełamać, więc moje przewidywania co do najtrudniejszego rywala niestety się potwierdziły.

- Jeżeli chodzi o finał, taktyka cały czas musiała się zmieniać, bo zawodnik z Ukrainy był bardzo szybki na nogach. Plan miałem prosty — wejść z nim w półdystans i tam z nim boksować. Niestety ręka, którą miałem wcześniej kontuzjowaną, mocno mi to utrudniała i nie pozwalała w pełni realizować założeń.

- Rok 2025 był jednym z najbardziej intensywnych w mojej karierze. Od stycznia musiałem trzymać formę praktycznie na każde zawody. Zdrowotnie też nie było lekko — choćby złamany nos w finale Mistrzostw Polski. Mimo tych trudności cały czas ciężko pracowałem i myślę, że właśnie ta praca zaprocentowała. Dzięki niej zdobyłem wicemistrzostwo świata.

Julia Stasiuk:
- Zaliczyłam już dużo zawodów międzynarodowych i zdecydowanie dużym zaskoczeniem i plusem była dbałość o czystość na hali. Szczególnie przy takiej liczbie zawodników jest raczej to ciężkie to utrzymania. Sprawność podczas dekoracji była też ogromnym plusem, zawsze trwa to po kilka godzin, kategorie są losowe i siedzi się w oczekiwaniu na medal cały dzień. Tutaj były listy, rozpiska godzinowa i tak naprawdę zajęło to maksymalnie pół godziny. Obyło się tak samo bez większych opóźnień podczas walk, więc zaoszczędziło to dużo stresu.

- Sam start był dla mnie czymś pewnym. Nie miałam żadnych wątpliwości, że zdobędę złoto. Od początku przygotowań, widziałam to za cel. Największą trudnością na miejscu okazała się waga. Podróż i klimat nie były dla mnie sprzyjające i dla mojego organizmu i waga pokazywała dużo więcej niż na co dzień ważę. Było to dla mnie duże zaskoczenie, ale nie pokazałam słabości i codziennie mieściłam się w limicie wagowym.

- Od początku zgłoszeń wiedziałam, że mam w kategorii kobiety z najwyższymi miejscami w rankingu WAKO. Wiedziałam, że nie będzie to łatwa przeprawa ani nie będzie miejsca na ,,farta”. Nikogo nie było tam z przypadku. Miałam swoje faworytki np. Milanę z Serbii, którą obserwuję od długiego czasu i przegrałam z nią finał na Pucharze Świata w Budapeszcie. Myślałam, że obie dojdziemy do finału i będziemy miały mocny rewanż, a finalnie przegrała z Węgierką, z którą później zmierzyłam się o złoto.

- Oglądałam kilka razy tę walkę, widziałam, że tam była też przez wszystkie rundy walka z sędziami. Nie byli mi przychylni, a raczej powiedziałabym, że w drugą stronę. Cały czas walka była remisowa, mimo że ja zaznaczałam wyraźne mocne akcje. Końcówka 3 rundy, a dokładniej ostatnie 10 sekund zadecydowały o mojej wygranej. Pokazałam, że mam serce wojownika i to mi bardziej zależy na tytule.

- Rok 2025 jest dla mnie zdecydowanie przełomowy. Wiele zmian w moim życiu, w sporcie, w podejściu do niego. Myślę, że od początku roku czułam, że to będzie ,,mój” rok. Od zdobycia mistrzostwa Polski K1, czułam, że będę Mistrzynią Świata. Już wtedy nawet w swojej głowie nią byłam, więc chciałam tylko to potwierdzić wynikiem. Był to mimo wszystko wymagający czas, kosztowało mnie to wiele pracy - ale to była piękna droga, całe przygotowania pokazały mi jak bardzo kocham ten sport i ile jestem w stanie dla niego zrobić.
WSPÓŁPRACA:
WAKO
WAKO EUROPE
Ministerstwo Sportu
Antydoping
Prawo Sportowe
Fundacja Mistrzom Sportu
SportAccord
IWGA
Fisu
Polski Komitet Olimpijski
18.Dywizja Zmechanizowana im. gen. broni Tadeusza Buka
Centralny Ośrodek Sportu
Copyright 2014 - 2026 Polski Związek Kickboxingu
Created by: KREATORMARKI.PL